You are currently viewing Ja i moje ciało – perspektywa psychologiczna

Ja i moje ciało – perspektywa psychologiczna

W psychologii funkcjonuje ogólna koncepcja holistycznego dobrostanu (well-being). Sprowadza się ona do założenia, że nasze życie składa się z różnych sfer, które powinny pozostawać w pewnej równowadze – lub przynajmniej każda z nich powinna być zaopiekowana na tyle, by umożliwiać nam dobre funkcjonowanie.

Do tych sfer najczęściej zaliczamy:

  • sferę fizyczną (czyli dbanie o ciało),
  • sferę intelektualną (rozwój umysłowy),
  • sferę społeczną (relacje z innymi),
  • sferę duchową (w tym religijność i poszukiwanie sensu życia).

Można wykonać proste ćwiczenie: narysować cztery koła i zaznaczyć w każdym, ile czasu tygodniowo poświęcamy danej sferze. To pozwala szybko uzyskać wgląd w to, która z nich jest zaniedbana. Dzisiejszy wpis kieruję szczególnie do tych, którzy widzą u siebie znaczące braki w sferze fizycznej.

W świecie pełnym pośpiechu i wyzwań zawodowych zwykle łatwiej zadbać o sferę intelektualną. Jeśli czas poza pracą wypełnia rodzina lub spotkania z bliskimi, dbamy też o relacje społeczne. W tym wszystkim to właśnie sfera fizyczna najczęściej pozostaje pominięta.

Zwykły i potrzebny ruch

Zgodnie z rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 2020 roku, osoby dorosłe powinny podejmować umiarkowaną aktywność fizyczną przez 150–300 minut tygodniowo lub intensywną przez 75–150 minut. Dodatkowo zaleca się wykonywanie ćwiczeń wzmacniających mięśnie – z umiarkowaną lub dużą intensywnością – przynajmniej dwa razy w tygodniu.

Tymczasem wiele osób nie osiąga tych wartości. Przykładowo, według danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2021 roku, jedynie 38,8% Polaków w wieku 15–69 lat uczestniczy w zajęciach sportowych lub jakiejkolwiek formie rekreacji ruchowej. Czyli – statystycznie rzecz biorąc – większe są szanse, że się nie ruszamy, niż że się ruszamy.

Aktywność fizyczna to nie tylko kwestia zdrowia ciała. To zysk dla całego naszego funkcjonowania: poprawia nastrój, ułatwia zasypianie i lepszy sen, zmniejsza napięcie, a także wzmacnia poczucie sprawczości. W zdrowym ciele naprawdę łatwiej o zdrowego ducha – i nie jest to tylko stare przysłowie, ale fakt potwierdzony badaniami.

Kontakt z ciałem – zapomniana relacja

Jest jeszcze jeden aspekt – być może znacznie ciekawszy z psychologicznego punktu widzenia – który również mieści się w sferze fizycznej. To kontakt z własnym ciałem.

W codziennym pędzie często umykają nam nie tylko potrzeba jedzenia czy ruchu, ale też sama świadomość tego, co dzieje się z naszym ciałem. Jeśli po całym dniu wracamy do domu i dopiero w fotelu orientujemy się, że przez wiele godzin bolała nas głowa – to oznaka ogromnego odcięcia od podstawowych doznań płynących z ciała. Podobnie jak wtedy, gdy z powodu zapracowania nie jemy, bo nawet nie zauważamy, że jesteśmy głodni.

Kartezjusz dawno temu wprowadził dualistyczne przekonanie, że ciało i dusza to dwa odrębne konstrukty, które należy rozpatrywać oddzielnie – zarówno naukowo, jak i praktycznie. Dziś już dobrze wiemy, że to nierozerwalna całość. W naszym ciele przechowujemy emocje, stres, traumę – zarówno te trudne, jak i najgłębsze, najpiękniejsze uczucia. Choroby ciała wpływają na psychikę, a stan emocjonalny znajduje swoje odbicie w ciele. Tych powiązań można mnożyć bez końca.

Psychoterapeuci humanistyczni szczególnie mocno podkreślają znaczenie doznań cielesnych jako elementu kontaktu z samym sobą. Carl Rogers – jeden z czołowych przedstawicieli tego nurtu – wprowadził pojęcie procesu wartościowania z organizmu (organismic valuing process). Opierał się na przekonaniu, że sygnały płynące z naszego ciała niosą ze sobą prawdę. To prawda o nas samych – o tym, co naprawdę czujemy, czego potrzebujemy, co nam służy, a co nam szkodzi. Niestety, często tej wewnętrznej prawdy nie dostrzegamy, bo nasza uwaga zanurzona jest głównie w sferze intelektualnej.

Prawdopodobnie każdy z nas potrafi przypomnieć sobie sytuację, w której rozum podpowiadał jedno, ale w ciele – w brzuchu, klatce piersiowej czy sercu – czuliśmy coś zupełnie innego. I to właśnie ten cielesny głos okazywał się często bardziej trafny. Rogers wierzył, że każdy z nas rodzi się z naturalną zdolnością rozpoznawania tego, co dla niego dobre, a co nie – zdolnością zakorzenioną właśnie w odczuciach cielesnych.

Skąd więc bierze się to oderwanie od siebie? Dlaczego przestajemy słuchać własnego ciała? Rogers twierdził, że z czasem – szczególnie pod wpływem trudnych doświadczeń i presji otoczenia – uczymy się ignorować swoje wewnętrzne sygnały. Zamiast ufać sobie, zaczynamy dostosowywać się do tego, „co wypada”, „co trzeba”, „co się powinno”. Coraz częściej szukamy aprobaty w oczach innych. A im częściej to robimy, tym bardziej się gubimy – tracimy kontakt z tym, co czujemy, czego chcemy, czego potrzebujemy. Powoli zanika zaufanie do samego siebie.

Dlatego warto się zatrzymać. Warto zadbać o to – często przeciążone – ciało, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Warto skierować uwagę do wewnątrz i po prostu zacząć siebie naprawdę słuchać – z łagodnością i ciekawością. Ciało zawsze coś mówi. Czasem trzeba tylko na nowo nauczyć się je rozumieć.

Jak odzyskać kontakt z ciałem? Kilka prostych sposobów:

  1. Zatrzymaj się na chwilę. Usiądź w ciszy, zamknij oczy. Zadaj sobie pytanie: Jak się mam? Co czuję w ciele? Nie oceniaj – tylko zauważ.
  2. Oddychaj spokojnie i głęboko. Zwróć uwagę na swój oddech. Czy jest szybki, płytki, niemal niewyczuwalny? Spróbuj oddychać wolniej – głęboko, aż do brzucha. Taki oddech daje ciału sygnał: jesteś bezpieczny.
  3. Zrób „skan ciała”. Przejdź uwagą od stóp do głowy. Zauważ, gdzie czujesz napięcie, gdzie ciepło, chłód, mrowienie. Nie próbuj nic zmieniać – samo zauważenie już działa.
  4. Rozciągnij się lub porusz powoli. Wykonaj kilka prostych ruchów – nie dla efektu, ale po to, by poczuć, gdzie w ciele jest sztywność, a gdzie przyjemność lub ulga.
  5. Zatrzymuj się przy sygnałach z ciała. Nawet w codziennym biegu zatrzymaj się przy najprostszych sygnałach – głodu, zmęczenia, pragnienia. Jeśli czujesz głód – zjedz. Jeśli jesteś zmęczony – zrób przerwę.
  6. Zacznij się ruszać. Nawet jeśli to tylko zwykły spacer – to już początek odzyskiwania kontaktu z własnym ciałem.