Poprzedni wpis, do którego nadal gorąco zachęcamy, dotyczył tego, w jaki sposób nasz język wpływa na myślenie i zachowanie (i to w sposób bezpośredni).
Dziś dokładamy do tego ciekawostkę: porównanie języka między różnymi pokoleniami. Do tego tematu skłoniła mnie rozmowa z przedstawicielem pokolenia Alfa, któremu w nieformalnym opisie zasugerowałam, żeby użył sformułowania „spoko koleś”. Na co usłyszałam: „Jak mam powiedzieć? Już nikt tak nie mówi”. Odpowiedziałam więc: „No to powiedz, że jest git”, na co usłyszałam: „A co to znaczy?”.
Podobne zdziwienie wzbudziła we mnie kiedyś informacja, że studenci niechętnie reagują na emotkę typu kciuk w górę, postrzegając ją jako oschłą i wręcz ofensywną. Najwłaściwszą reakcją, utożsamianą dziś z hasłem „ok”, jest aktualnie serduszko. Początkowo wydało mi się to dziwne, ale teraz zawzięcie „serduszkuję” komunikaty i nawet zaczynam się do tego przyzwyczajać. Niemniej jednak pojawiła się w mojej głowie konstatacja na temat coraz bardziej zauważalnych różnic międzypokoleniowych w używaniu języka.
Już od dłuższego czasu w nauce funkcjonuje podział na cztery pokolenia, którym posługują się głównie socjologowie, ale także psychologowie społeczni, demografowie, badacze rynku i specjaliści od marketingu. Granice tych pokoleń nie są sztywne, w literaturze można spotkać się z przesunięciami w jedną lub drugą stronę, niemniej jednak, upraszczając, mamy pokolenie X (urodzeni w latach 1965–1980), pokolenie Y (często nazywane millenialsami, z lat 1981–1996), pokolenie Z (z lat 1997–2012) oraz nadchodzące, mające jeszcze sporo czasu na wejście w dorosłość, pokolenie Alfa (2013–2029).
I co się okazuje? Różnice w używaniu języka między pokoleniami są bardzo wyraźne, zarówno na poziomie słownictwa, form komunikacji, jak i stylu wypowiedzi. Zjawisko to jest dobrze udokumentowane w badaniach językoznawczych, socjolingwistycznych i medioznawczych.
Pokolenie X posługuje się raczej językiem formalnym, używa pełnych zdań, unika skrótów, także w internecie. To od nich zapewne usłyszymy (albo przeczytamy) „Szanowni Państwo” oraz „uprzejmie proszę”. Millenialsi z kolei łączą styl formalny z nieformalnym; są chyba najbardziej elastyczni językowo. Używają emoji, skrótów („pzdr”, „XD”) i niekiedy języka korporacyjnego – angielskie wyrazy stają się częścią ich domowego słownika także wtedy, gdy „mają deadline na opłacenie rachunku” albo proszą koleżankę o „feedback”. Pokolenie Z używa języka silnie nacechowanego internetowo, dynamicznego, skracanego, przypominającego slang młodzieżowy, pełnego zapożyczeń z angielskiego („cringe”, „sus”, „flex”). Z kolei język najmłodszych, przedstawicieli pokolenia Alfa, jest jeszcze bardziej obrazowy. Posługują się krótkimi formami, w których dominują emoji, gify i ikony. Przypomina to język TikToka, reakcje obrazem, a w praktyce daje nam pewien specyficzny rodzaj komunikacji hybrydowej (tekst + mem + dźwięk).
Więc to „spoko koleś”, typowe dla nie chcę napisać „starszych”, więc powiem bardziej doświadczonych pokoleń, dziś brzmi raczej jak: „kozak”, „mega czill” czy „nietoxic”.
No dobrze, i co z tego wynika?
Na pewno obserwujemy kilka wyraźnych trendów: skracanie komunikatów, rosnącą liczbę anglicyzmów oraz coś, co można by nazwać memicznością języka. Emoji stają się kodem kulturowym. Stąd ta różnica w odbiorze między „kciukiem w górę” a „serduszkiem”, dla młodszych pokoleń liczy się ton i emocjonalny kontekst, nawet w tak pozornie niewinnym znaku.
Na pytanie „Czy chcesz się spotkać?” odpowiedź w postaci kciuka w górę może zostać odebrana jako: „Nie mam ochoty o tym rozmawiać, zamykam temat”. Bywa nawet gorzej, stare emotki znane z czasów Gadu-Gadu np. „:)” są dziś uznawane za obciachowe, teraz liczą się tylko „obrazki”.
A pamiętam, jak kiedyś odważyłam się napisać „:)” w mailu do zaprzyjaźnionego profesora i myślałam, że to bardzo niekonwencjonalne. Profesor zareagował wyjątkowo miło, odpisał, że w pełni odwzajemnia i dodał do swojej wiadomości: „ha ha, ha ha, duży uśmiech”.
Sposób, w jaki używamy języka, jest bezsprzecznie powiązany z naszą codziennością. Nadal badamy te różnice, również w kontekście międzypokoleniowym.
Choć może się wydawać, że to tylko drobiazgi, różnice w emoji, skrótach czy określeniach, tak naprawdę pokazują głębsze zmiany w tym, jak kolejne pokolenia rozumieją relacje, emocje i komunikację. Dla jednych „👍” to przyjazny gest, dla innych znak dystansu. Dla jednych „spoko koleś”, dla innych „kozak ziomek”. Warto te różnice zauważać i rozumieć, zamiast je oceniać. Bo przecież język nie tylko opisuje świat, on też go tworzy. I najlepiej działa wtedy, gdy rzeczywiście trafia do tego, z kim rozmawiamy.