Po krótkiej przerwie wracamy do regularnych wpisów. W ostatnim czasie wszyscy odczuwamy wzmożone napięcie związane z sytuacją na świecie. To skłoniło mnie do refleksji, jak ważne jest, aby (szczególnie teraz, ale właściwie w każdym okresie) potrafić wzajemnie sobie pomagać.
Zjawisko pomagania od dawna budzi zainteresowanie psychologów. Dlatego nową serię wpisów poświęcimy właśnie temu tematowi, zaczynając od spojrzenia na badania naukowe.
Jednym z najgłośniejszych i najbardziej wpływowych badań w tej dziedzinie były eksperymenty dwóch psychologów, Johna Darleya i Bibba Latané. Impulsem do ich pracy była głośna sprawa Kitty Genovese, 28-letniej kobiety, która w 1964 roku została zaatakowana i zamordowana w Nowym Jorku. Według ówczesnych doniesień, dramat obserwowało około trzydziestu osób, które nie zareagowały. Późniejsze dziennikarskie śledztwa wykazały, że liczba świadków mogła być mniejsza, a niektóre fakty zostały zniekształcone. Niezależnie od kontrowersji, historia ta skłoniła badaczy do postawienia pytania: dlaczego czasem ludzie nie udzielają pomocy, nawet jeśli mogliby to zrobić?
W jednym z pierwszych eksperymentów uczestnik siedział sam w pokoju ze słuchawkami i mikrofonem, przekonany, że bierze udział w dyskusji grupowej. W rzeczywistości inni „uczestnicy” byli nagranymi głosami. W pewnym momencie jeden z nich zaczynał udawać atak epileptyczny. Gdy badany myślał, że jest jedynym świadkiem, aż 85% osób reagowało szybko i szukało pomocy. Jednak gdy sądzili, że sytuację obserwuje jeszcze kilka osób, reagowało tylko 31% uczestników, wielu z nich pozostawało biernych, zakładając, że ktoś inny się zajmie problemem.
Na podstawie całej serii badań Darley i Latané sformułowali dwa kluczowe mechanizmy:
- Rozproszenie odpowiedzialności – im więcej świadków, tym mniejsze poczucie, że „to ja muszę zareagować”. To trochę jak w klasie, gdy nauczyciel prosi o ochotnika do trudnego zadania. Każdy patrzy na innych i myśli: „dlaczego akurat ja, skoro jest nas tylu?”.
- Konformizm społeczny – w sytuacjach niejednoznacznych obserwujemy innych i dopasowujemy się do ich zachowań. Jeśli nikt nie reaguje, możemy uznać, że tak właśnie należy postąpić. To naturalny mechanizm społeczny, który w pewnych okolicznościach chroni, ale bywa też niebezpieczny, bo powstrzymuje nas przed udzieleniem pomocy.
Wnioski z tych badań są niezwykle praktyczne. Jeśli znajdziemy się w sytuacji wymagającej szybkiej reakcji, nie liczmy na to, że „ktoś inny się zajmie”. Właśnie wtedy warto przejąć inicjatywę i jasno wskazać konkretne osoby do działania. Ratownicy medyczni uczą się np., że zamiast wołać ogólnie „wezwijcie karetkę”, lepiej powiedzieć: „Pani w czerwonej kurtce, proszę zadzwonić po pogotowie”, albo: „Pan w płaszczu, proszę podejść”.
Badania nad pomaganiem pokazują coś bardzo ważnego, nasze zachowania w trudnych sytuacjach w ogromnym stopniu zależą od kontekstu społecznego i tego, jak interpretujemy zachowania innych. To dobra wiadomość, bo oznacza, że możemy świadomie przejąć ster i przełamać bierność. Pomaganie to nie tylko akt odwagi, to także sygnał dla innych, że warto działać. W pracy, w rodzinie, w codziennym życiu: kiedy stwarzamy kulturę wzajemnego wsparcia, wzmacniamy nie tylko relacje, lecz także odporność psychiczną całej społeczności.