O prawdziwych przyczynach prezenteizmu
W pierwszym wpisie tej serii opowiedziałyśmy o tym, czym jest prezenteizm, o byciu „w pracy”, ale nie w pełni zdolnym do działania, koncentracji czy zaangażowania. Dziś idziemy krok dalej: dlaczego tak się dzieje? Co sprawia, że ciało siedzi przy biurku, ale głowa została gdzieś indziej?
Choć prezenteizm może wyglądać jak „brak chęci”, „słabszy dzień” czy „spadek motywacji”, jego prawdziwe korzenie są dużo głębsze. Często prowadzi do niego stres i to w różnych odmianach, które obciążają nas na inne sposoby.
Stres ma swoje kategorie. Każda z nich zjada zasoby inaczej
Życie nie obciąża nas jednym typem stresu. To bardziej cztery rodzaje ciężarów, które kumulują się, wzajemnie wzmacniają i wpływają na to, jak funkcjonujemy, także w pracy.
Kiedy uświadomimy sobie, z której kategorii pochodzi nasze obciążenie, dużo łatwiej zrozumieć, czemu „nie dajemy rady” i co najważniejsze, jak o siebie zadbać.
- Codzienne przeszkody – małe rzeczy, które sumują się do dużego zmęczenia
To te wszystkie drobiazgi, które z osobna wydają się niewinne: trudna rozmowa rano, opóźniony autobus, mikrospięcie w zespole, czy mały błąd w zadaniu.
Ale nasz umysł nie liczy „waga × 1”.
On liczy wszystko razem.
Gdy te małe stresory zaczynają się piętrzyć, spada koncentracja, rośnie drażliwość i trudniej domykać sprawy. Jeśli czujesz, że męczy Cię coś, co „nie powinno aż tak męczyć”, to najpewniej właśnie ten typ stresu i najprawdopodobniej nazbierało się za dużo drobiazgów, a Ty, nie zauważając tego, nie zrobiłaś/eś resetu.
W psychologii ten rodzaj stresu porównuje się do rdzy, która po cichu i powoli „zjada” karoserię samochodu. Na początku jej nie widać, a później okazuje się, że konstrukcja jest już mocno naruszona.
- Wielkie zakręty – gdy życie domaga się naszej uwagi
To momenty duże, choć nie zawsze dramatyczne: narodziny dziecka, przeprowadzka, żałoba, nauka nowych obowiązków, zmiana stanowiska, czy powrót po chorobie.
Takie wydarzenia pochłaniają ogrom zasobów poznawczych, nawet jeśli bardzo chcemy działać tak samo efektywnie jak zwykle. Wtedy prezenteizm jest naturalną reakcją: jesteś w pracy, ale część Ciebie pracuje nad tym, żeby poukładać życie.
Najgorsze, co można zrobić, to udawać, że nic się nie wydarzyło. Czasem łatwo wpaść w tę pułapkę, bo wiele z tych wydarzeń jest traktowanych jako „normalne”. Psychologowie mówią tu o kryzysach normatywnych, czyli przewidywalnych momentach życiowych, które są naturalną częścią ludzkiej biografii.
Z perspektywy społecznej często postrzegamy je jako dobre i pozytywne. Ale w psychologii pozytywne wydarzenia również są stresujące, wymagają adaptacji i pochłaniają zasoby. To normalne, że są obciążające.
- Żółte światło – chroniczne przeciążenie, które łatwo zignorować
To stan, w którym stres nie jest już epizodem, tylko codziennością.
Czujesz, że zadania zajmują więcej czasu niż kiedyś, albo masz mniej cierpliwości i szybciej się męczysz. Albo po prostu trudniej znaleźć sens tego, co robisz. To nie jest „brak motywacji”. To sygnał, że organizm działa na rezerwie. Nie na czerwonym świetle (jeszcze), ale już zdecydowanie nie bezpiecznie.
Ten stan pojawia się, kiedy coś przegapimy w sobie. Kiedy odrobinę za długo działamy „na zaciśniętych zębach”.
Żółte światło to prośba o zatrzymanie się.
O sprawdzenie, gdzie jesteśmy, i o odzyskanie równowagi, zanim przeciążenie stanie się naprawdę groźne.
- Czerwone alarmy – kiedy psychika woła o profesjonalne wsparcie
Depresja, zaburzenia lękowe, uzależnienia, traumatyczne doświadczenia…
W takich stanach prezenteizm bywa sposobem na „przetrwanie”, choć ciało i umysł są przeciążone jak serwer tuż przed zawieszeniem.
To moment, w którym najważniejsze nie jest już „być obecnym”, tylko być zaopiekowanym.
To obszar, w którym nie walczymy o efektywność, ale o własny dobrostan i bezpieczeństwo.
Najważniejsza myśl: obciążenie psychiczne zawsze kosztuje
Jeśli nosisz coś ciężkiego, masz prawo działać wolniej.
Nie ma znaczenia, czy zmagasz się z codziennymi drobiazgami, czy przechodzisz życiowy zakręt, stres zabiera czas, uwagę, kreatywność, ale przede wszystkim energię.
To nie jest oznaka słabości. To jest fizjologia i psychologia.
Dlatego każdy z nas potrzebuje czasem:
- trochę więcej snu,
• trochę mniej presji,
• prostszych zadań,
• życzliwego towarzystwa,
• odłączenia się na chwilę,
• normalizacji tego, co czuje.
To jest dbanie o siebie w pełnym tego słowa znaczeniu.
A co z pracownikami?
Jak menedżer może przeciwdziałać prezenteizmowi w zespole?
Menedżer nie jest psychologiem, ale może być kimś, kto tworzy środowisko, w którym ludzie czują się bezpiecznie, wiedzą, że mogą powiedzieć „mam trudny moment” i nie boją się, że chwilowa słabość zostanie odebrana jako brak kompetencji.
To właśnie wtedy prezenteizm przestaje się rozwijać, bo pracownik nie musi „zamykać wszystkiego w sobie”, tylko może dostać właściwe, proporcjonalne wsparcie.
Na koniec, coś dla menedżerów, którzy chcą działać mądrze i wspierać skutecznie
Jeśli chcesz:
✓ rozpoznawać, z jakim obciążeniem mierzy się pracownik,
✓ prowadzić rozmowy, które realnie pomagają, a nie tylko „gaszą pożar”,
✓ działać szybko, ale bez przekraczania kompetencji,
✓ budować kulturę, która zmniejsza stres zamiast go pomnażać
to właśnie temu służy pakiet „Obecni – Nieobecni”, który aktualnie jest w promocji.
To praktyczny, konkretny narzędziownik dla menedżerów, wspierający diagnozę sytuacji pracownika i prowadzenie rozmów w sposób mądry, ludzki i skuteczny.
Jeśli chcesz zadbać o swój zespół rozsądnie, profesjonalnie i po ludzku, ten pakiet naprawdę to ułatwia.