You are currently viewing A co, jeśli wcale nie musi być źle, żeby coś zmienić?

A co, jeśli wcale nie musi być źle, żeby coś zmienić?

O zmianach najłatwiej opowiada się wtedy, kiedy mają wyraźny powód.

Wypalenie. Konflikt. Zły szef. Brak perspektyw. Niedocenienie. Coraz większa niechęć do poniedziałków.

Wtedy decyzja wydaje się logiczna. Coś przestało działać, więc trzeba coś z tym zrobić.

Znacznie trudniej odpowiedzieć na inne pytanie:

Po co zmieniać coś, co działa?

Przez 23 lata pracowałam w jednej organizacji. To kawał życia. Wystarczająco długo, żeby przejść przez różne role, projekty, zmiany, sukcesy i porażki. Poznać mnóstwo ludzi. Nauczyć się bardzo dużo o organizacji, zarządzaniu, biznesie, ale chyba jeszcze więcej o ludziach. I przede wszystkim dobrze wiedzieć, co się potrafi.

A jednak jakiś czas temu zaczęłam zadawać sobie pytanie o zmianę.

Nie dlatego, że było źle.

Właśnie nie.

Było dobrze.

I chyba to było w tym wszystkim najciekawsze.

Bo kiedy jest źle, zmiana często przynosi ulgę. Możemy powiedzieć: musiałam coś zrobić. Nie dało się tak dalej. Sytuacja tego wymagała.

Kiedy jest dobrze – nie mamy takiego uzasadnienia. I jest jeszcze coś: nie bardzo mamy na co „zwalić” odpowiedzialność za swoją decyzję. Nikt nas do niej nie zmusza. To my wybieramy, razem z ryzykiem, że być może się pomylimy.

Zostaje nam znacznie trudniejsze pytanie:

Skoro nie muszę niczego zmieniać, to dlaczego właściwie chcę tej zmiany?

Nie każda zmiana jest „od czegoś”

Jednym ze sposobów opisywania motywacji w psychologii jest rozróżnienie między unikaniem czegoś a dążeniem do czegoś.

W pierwszym przypadku źródłem ruchu może być coś, czego już nie chcemy. Zmiana ma nas od tego oddalić.

Ale jest też drugi rodzaj.

Nie uciekam. Nie mam dość. Nie chcę zatrzasnąć za sobą drzwi.

Po prostu pojawia się coś, czego chcę bardziej. To zmiana „do czegoś”.

Więcej wpływu. Więcej samodzielności. Innego rodzaju odpowiedzialności. Możliwości wykorzystania tego, czego nauczyłam się przez lata, ale już trochę inaczej, na własnych zasadach.

I mam wrażenie, że o tej drugiej zmianie mówi się znacznie rzadziej, być może dlatego, że dużo trudniej ją sobie (i innym) uzasadnić.

„Jestem w tym dobra” i „chcę to robić” to nie jest to samo zdanie.

Po wielu latach pracy można znaleźć się w naprawdę dobrym zawodowo miejscu.

Wiesz, co robisz. Masz doświadczenie. Ludzie Cię znają. Ty znasz ludzi. Rozumiesz organizację, jej język, mechanizmy i wszystkie te drobne rzeczy, których nie ma w żadnej procedurze, a bez których nic nie działa.

Masz kompetencje.

I to jest bardzo wygodne miejsce.

Tylko że w pewnym momencie może pojawić się dość niewygodne pytanie:

Czy fakt, że jestem w czymś dobra, oznacza, że chcę robić to dalej dokładnie w taki sam sposób?

Jedna z najlepiej ugruntowanych teorii współczesnej psychologii motywacji – teoria autodeterminacji Edwarda Deciego i Richarda Ryana – mówi o trzech podstawowych potrzebach psychologicznych: kompetencji, relacyjności i autonomii.

W pracy kompetencję dość łatwo zauważyć. Kolejne doświadczenia, projekty, wyniki czy informacja zwrotna od innych pokazują nam: umiem to robić.

Relacje też są widoczne. Są ludzie, z którymi lubimy pracować, zespoły, do których należymy, wspólne doświadczenia i poczucie bycia częścią czegoś większego.

Trochę mniej oczywista bywa autonomia.

I nie chodzi mi o autonomię rozumianą jako: „teraz nikt nie będzie mi mówił, co mam robić”.

To byłoby trochę zbyt proste.

Chodzi raczej o poczucie autorstwa własnego działania. O możliwość decydowania, czemu chcę poświęcić swoją energię, co jest dla mnie ważne i w jaki sposób chcę wykorzystywać swoje kompetencje.

I w pewnym momencie kariery pytanie:

„Czy jestem w tym dobra?”

zaczyna ustępować miejsca innym:

„Jak właściwie chcę wykorzystać to, w czym jestem dobra?”

„Czy za rok, dwa, pięć lat nadal chcę robić to, co robię dzisiaj i tak, jak to robię dzisiaj?”

Niby drobna różnica.

A jednak potrafi sporo namieszać. I wcale nie musi od razu prowadzić do myśli: „rzucam wszystko”.

Znacznie częściej pierwszą odpowiedzią jest próba zmiany tego, co już mamy. Skoro czegoś zaczyna nam brakować, próbujemy znaleźć na to więcej miejsca w obecnej pracy. Trochę inaczej poukładać zadania, wziąć na siebie coś nowego, poszukać większego wpływu albo po prostu sprawdzić, czy da się jeszcze zrobić tę pracę bardziej po swojemu.

Czyli najpierw próbujemy zmieniać pracę bez zmieniania pracy.

Większość z nas nie zaczyna przecież od rewolucji.

I całe szczęście.

Amy Wrzesniewski i Jane Dutton opisały w psychologii organizacji zjawisko job craftingu – aktywnego kształtowania własnej pracy. Ludzie nie tylko wykonują rolę zawodową, którą ktoś dla nich zaprojektował. Z czasem sami ją zmieniają.

Biorą inne zadania. Wchodzą w nowe projekty. Budują relacje z innymi ludźmi. Poszerzają swoją odpowiedzialność. Szukają obszarów, w których mogą wykorzystać swoje mocne strony. Czasem nawet zaczynają inaczej myśleć o sensie tego, co robią. I przez długi czas to może wystarczyć.

Myślę, że wiele osób z długim stażem zawodowym zna ten mechanizm bardzo dobrze, nawet jeśli nigdy nie słyszało określenia job crafting.

Ale czasami przychodzi moment, kiedy orientujemy się, że nie chcemy już tylko inaczej poustawiać mebli w tym samym pokoju.

Zaczynamy się zastanawiać, jak wyglądałoby mieszkanie gdzie indziej.

Nie dlatego, że obecne jest złe. Nie trzeba unieważniać poprzedniego etapu, żeby rozpocząć następny.

Bo dobra sytuacja też potrafi trzymać w miejscu.

Kiedy jest źle, mamy argumenty. Mogę odejść, bo jestem przeciążona. Mogę zmienić pracę, bo nie mam możliwości rozwoju. Mogę powiedzieć „dość”, bo ktoś przekracza moje granice.

A co, jeśli żadnego z tych argumentów nie ma?

Wtedy pojawia się zupełnie inny zestaw pytań.

  • Po co ryzykować?
  • Czy naprawdę warto rezygnować z bezpieczeństwa?
  • A co, jeśli będę żałować?
  • Czy nie powinnam po prostu docenić tego, co mam? Przecież tyle lat na to pracowałam.

I moje ulubione:

Czy ja przypadkiem nie oszalałam?

Ostatnie pytanie nie pochodzi z żadnej teorii psychologicznej 😉, ale podejrzewam, że całkiem nieźle opisuje doświadczenie wielu osób stojących przed dużą zmianą z własnej woli.

Bo im więcej zbudowaliśmy, tym więcej mamy do stracenia.

Doświadczenie daje nam wolność, bo wiemy coraz więcej i coraz więcej potrafimy. Ale paradoksalnie może też utrudniać zmianę.

Mamy przecież pozycję, relacje, reputację, przewidywalność. Wiemy, jak działa świat, w którym jesteśmy. Wiemy, czego się po sobie spodziewać.

A po drugiej stronie jest coś, czego jeszcze nie znamy.

Dlatego nie kupuję prostych historii o „odwadze do zmiany”.

Zmiana nie zawsze jest odważna. Tak jak pozostanie nie zawsze jest zachowawcze.

Czasem najlepszą decyzją jest odejść. Czasem zostać. A czasem zmienić kilka rzeczy dokładnie tam, gdzie jesteśmy.

Z psychologicznego punktu widzenia znacznie ciekawsze jest dla mnie inne pytanie:

Czy wiem, dlaczego wybieram właśnie to, co wybieram? Czy potrafię podjąć tę decyzję świadomie, zanim sytuacja podejmie ją za mnie?

Nie namawiam Cię do rzucenia pracy. Naprawdę!

Nie będzie tutaj opowieści o wychodzeniu ze strefy komfortu, rzucaniu wszystkiego i podążaniu za marzeniami.

Nie napiszę też, że „życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strach”, bo po pierwsze, nie bardzo w to wierzę, a po drugie, życie całkiem nieźle toczy się również wtedy, kiedy się boimy.

Czasem najlepszą decyzją jest zostać.

Czasem potrzebujemy zmienić coś w obecnej pracy.

A czasem rzeczywiście trzeba pójść gdzie indziej.

Bo może pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie:

„Czy jest mi tutaj źle?”

Można zadać sobie jeszcze kilka innych.

Czy nadal wybieram to, co robię, czy przede wszystkim to kontynuuję (z różnych, świadomych bądź mniej świadomych powodów)?

Co w mojej pracy jest dzisiaj naprawdę moje?

Czego chciałabym robić więcej, a czego mniej, gdybym mogła sama zdecydować?

Co wybrałabym, gdybym miała swobodę wyboru?

Przez ostatnie miesiące sama zadawałam sobie te pytania.

I najważniejsze odkrycie okazało się proste: nie muszę znaleźć niczego złego w tym, co było, żeby mieć prawo chcieć czegoś nowego.

Nie trzeba też przed niczym uciekać. Można po prostu dojść do miejsca, w którym myśli się:

Mogę zostać. Ale mogę też wybrać coś innego.

Ja swoją odpowiedź już znalazłam.

Ale o tym opowiem za chwilę. 🙂