You are currently viewing Multitasking w codziennym życiu – dlaczego „robienie kilku rzeczy naraz” tak nas kosztuje

Multitasking w codziennym życiu – dlaczego „robienie kilku rzeczy naraz” tak nas kosztuje

Multitasking wciąż bywa traktowany jako oznaka dobrej organizacji i zaradności. W codziennym życiu często mówimy, że robimy kilka rzeczy naraz, bo „tak jest szybciej” albo „inaczej się nie da”. Gotujemy i rozmawiamy, sprzątamy i planujemy dzień, pracujemy, jednocześnie układając w głowie kolejne sprawy do załatwienia. Ten sposób funkcjonowania stał się na tyle powszechny, że rzadko go dziś kwestionujemy.

Problem w tym, że ludzki mózg nie jest przystosowany do równoległej pracy nad kilkoma zadaniami wymagającymi uwagi. To, co potocznie nazywamy multitaskingiem, w rzeczywistości rzadko jest wykonywaniem wielu czynności jednocześnie. Znacznie częściej mamy do czynienia z bardzo szybkim przełączaniem się między zadaniami. Mózg kończy jedno działanie, po chwili przenosi uwagę na kolejne, by zaraz wrócić do poprzedniego. Każde takie przełączenie wymaga energii i czasu, nawet jeśli trwa zaledwie ułamek sekundy.

W niektórych sytuacjach łączenie czynności rzeczywiście może działać. Dzieje się tak wtedy, gdy jedna z nich jest w dużej mierze zautomatyzowana i nie wymaga świadomej kontroli, a druga ma stosunkowo niskie wymagania poznawcze. Spacer i słuchanie podcastu, prasowanie i wykład w tle czy jazda znaną trasą i swobodna rozmowa nie przeciążają systemu uwagi w takim stopniu, jak mogłoby się wydawać. Mózg nie musi wtedy konkurować o te same zasoby.

Trudności pojawiają się w momencie, gdy próbujemy połączyć dwa zadania wymagające skupienia. Pisanie maila i równoczesna rozmowa, analiza dokumentu połączona z planowaniem kolejnych spraw czy rozmowa z bliską osobą, podczas której myślami jesteśmy już przy następnych obowiązkach, prowadzą do spadku jakości działania. W takich sytuacjach wydajność maleje, rośnie liczba błędów, a czas potrzebny na wykonanie zadań niepostrzeżenie się wydłuża.

Co istotne, multitasking często daje subiektywne poczucie bycia produktywnym. Mamy wrażenie, że robimy dużo, że jesteśmy w ciągłym ruchu i nadążamy za codziennością. Z perspektywy poznawczej jest to jednak jeden z najszybszych sposobów prowadzących do przemęczenia. Dlatego zdarza się, że dzień wypełniony wieloma pozornie prostymi czynnościami okazuje się bardziej wyczerpujący niż kilka godzin pracy nad jednym, spójnym zadaniem. To nie brak odporności psychicznej ani słaba organizacja, ale naturalna konsekwencja sposobu, w jaki działa ludzka uwaga.

Jeśli multitasking jest dla Ciebie problemem, warto zatrzymać się na chwilę i zapytać, skąd w ogóle bierze się jego obecność w naszym życiu. Dla wielu z nas multitasking bywa formą ulegania presji, życia pod dyktat świata, w którym „trzeba się wyrobić”, „trzeba dowieźć temat”, „trzeba wszystko ogarnąć”. Jakaś część nas być może naprawdę lubi ogarniać. Inna natomiast bardzo nie lubi zatrzymywać się, żeby sprawdzić, co jest w danym momencie naprawdę ważne.

Żyjemy w świecie, w którym coraz trudniej jest ogarnąć wszystko naraz. Dlatego umiejętność priorytetyzowania staje się dziś nie tyle dodatkiem, co koniecznością. Podobnie jak zdolność odpuszczania czy świadomego przegrywania niektórych bitew po to, by nie przegrać całej wojny.

Warto więc spojrzeć na multitasking nie jak na umiejętność, którą trzeba doskonalić, ale jak na strategię, która ma swoje wyraźne granice. Ograniczanie robienia wielu rzeczy naraz nie jest przejawem lenistwa ani braku elastyczności. Jest formą dbania o własne zasoby poznawcze, jakość funkcjonowania na co dzień i w gruncie rzeczy, formą szacunku wobec samego siebie.

Czasem naprawdę wystarczy zatrzymać się na moment, poobserwować siebie i własny sposób działania, taki moment refleksji z metapoziomu może dać wiele cennych wskazówek.

A jeśli ten wpis uznajesz za ciekawy, zajrzyj koniecznie za tydzień na bloga. W kolejnym wpisie przyjrzymy się bliżej zjawisku multitaskingu cybernetycznego, czyli temu, jak technologia dodatkowo komplikuje naszą relację z uwagą.