You are currently viewing Wiosna nie resetuje zmęczenia

Wiosna nie resetuje zmęczenia

Wokół wiosny narosło wiele opowieści: że to czas świeżej energii, wielkich planów i odrodzenia. W social mediach pojawiają się zdjęcia porannych treningów, zielonych koktajli i haseł o „nowej wersji siebie”. Tymczasem wiele osób, szczególnie tych, które na co dzień niosą odpowiedzialność za innych i funkcjonują na wysokich obrotach, wchodzi w wiosnę z zupełnie innym doświadczeniem: z niedospaniem, przeciążeniem i poczuciem, że psychicznie są raczej „po maratonie” niż na starcie do kolejnego biegu. I wtedy zderzenie z wiosenną narracją bywa bolesne: „wszyscy się cieszą, a ja dalej jestem zmęczona, co jest ze mną nie tak?”.

Prawda jest taka, że zmiana pory roku nie zeruje naszego licznika zmęczenia. Organizm potrzebuje czasu, żeby wyjść z trybu zimowego przetrwania: chronicznej mobilizacji, krótszych dni, mniejszej ilości ruchu i przeciążenia. Dla części osób więcej światła rzeczywiście przynosi ulgę. Dla innych uwydatnia to, co do tej pory było przytłumione: napięcie, lęk, bezradność czy poczucie pustki. Wiosna, która w kulturze ma być radosnym przełomem, bywa momentem, w którym ciało i psychika wreszcie dostają sygnał: „jest trochę bezpieczniej, możesz poczuć, jak bardzo jesteś zmęczona”. I choć to trudne, warto spojrzeć na to z większą czułością wobec siebie.

Jeśli więc nie czujesz nagłego przypływu mocy, jeśli wchodzisz w marzec czy kwiecień z ciężką głową i rozbieganymi myślami, nie jesteś wyjątkiem. Szczególnie kobiety, które łączą wiele ról, często spotykają się tu z podwójną presją. Z jednej strony są oczekiwania otoczenia, organizacji, zespołu czy rodziny. Z drugiej, własne wewnętrzne „powinnam”: zadbać o zdrowie, rozwój, relacje, formę, domknąć to, co odkładane od miesięcy. W takim kontekście wiosna zamiast ulgi często dokłada kolejną warstwę napięcia.

Może więc w tym roku wiosna nie musi być „fresh startem” w postaci kolejnej listy zadań. Może być momentem, w którym po raz pierwszy naprawdę uznasz, z jakiego miejsca startujesz. Czy jesteś wyspana? Czy czujesz się choć trochę spokojna? Czy Twój dzień ma przestrzeń na krótką chwilę, w której nikt niczego od Ciebie nie chce? Dopiero z takiej uczciwej diagnozy może się urodzić ruch, który Cię wspiera, zamiast dalej wyczerpywać. Może najważniejsze pytanie tej wiosny brzmi nie: „co jeszcze powinnam do siebie dołożyć?”, ale: „co mogę z siebie zdjąć?”.

Wiosna bardzo lubi metaforę porządków i warto przenieść ją do psychiki. Nie chodzi o to, żeby stać się jeszcze bardziej zorganizowaną, jeszcze lepiej zaplanowaną i jeszcze sprawniej zarządzającą swoim dniem. Chodzi raczej o to, by zobaczyć, czym jest zagracona Twoja głowa: jakimi powinnościami, czyimi oczekiwaniami, jakimi przekonaniami o sobie, które dawno przestały być aktualne, a mimo to nadal kierują Twoimi decyzjami. Możesz spojrzeć na swoje życie jak na mieszkanie po zimie. Są w nim rzeczy, które nadal są Ci potrzebne, nawet jeśli chwilowo Cię męczą, ważne projekty, relacje, zobowiązania. Ale są też takie, które tylko zajmują miejsce i blokują oddech, choć dawno przestały Ci służyć. Może to nawyk odpowiadania natychmiast na każdą prośbę. Może rola „tej, która się domyśla i wyręcza innych”. Może sposób myślenia o sobie: „jeśli nie zrobię tego perfekcyjnie, będzie źle”.

Wiosenna równonoc jest piękną metaforą tego procesu. To moment, w którym dzień i noc są w przybliżonej równowadze. Tak samo jest z naszym życiem, równowaga nie polega na idealnym podziale energii między pracę, relacje i dbanie o siebie. Bardziej przypomina ciągłe, delikatne korygowanie kursu. Czasem przez jakiś czas intensywnie inwestujesz w sferę zawodową, a wtedy świadomie upraszczasz inne obszary. Innym razem dokładasz czasu na odpoczynek, bliskość czy rozwój, rezygnując z części ambitnych planów. Wiosna nie musi więc być spektaklem zmian. Może być cichą, ale znaczącą korektą kursu, z życia opartego na przyspieszeniu i wymaganiach na życie, w którym słyszysz także swój własny rytm. Może chodzi o to, żeby pozwolić jej delikatnie dogonić Ciebie, dokładnie tam, gdzie jesteś.