You are currently viewing Już w XVI wieku bali się, że nie nadążą. Krótka historia przeciążenia informacyjnego

Już w XVI wieku bali się, że nie nadążą. Krótka historia przeciążenia informacyjnego

Czy zdarzyło Ci się zajrzeć do komputera albo telefonu rano i już po kilku minutach poczuć zmęczenie?

Kilka nowych wiadomości e-mail. Powiadomienia z komunikatorów. Artykuły zapisane „na później”. Newslettery. Posty w mediach społecznościowych. Raporty. Podcasty. Webinary.

Wielu z nas ma poczucie, że żyjemy w wyjątkowych czasach, które charakteryzuje nadmiar informacji. Łatwo uwierzyć, że to problem stworzony przez internet. Tymczasem pierwsze skargi na „za dużo tego wszystkiego” pojawiły się prawie 500 lat temu.

Gdy uczeni zaczęli bać się nadmiaru wiedzy

Wyobraźmy sobie Europę połowy XVI wieku. Przez stulecia książki były rzadkie, drogie i przepisywane ręcznie. Wiedza rosła powoli. Uczeni mogli mieć poczucie, że są w stanie orientować się w większości ważnych publikacji swojej dziedziny, a potem pojawił się druk. W pewnym sensie druk był dla ludzi renesansu tym, czym internet jest dla nas dzisiaj, gwałtownie zwiększył dostęp do informacji i zmienił sposób obiegu wiedzy. Liczba książek zaczęła rosnąć w tempie, którego wcześniej nikt nie znał. Powstawały nowe tłumaczenia, komentarze, podręczniki, dzieła naukowe i religijne. W ciągu kilku dekad uczeni (i nie tylko) stanęli przed problemem, który dziś wydaje się bardzo współczesny: jak nadążyć za ilością informacji?

Jednym z pierwszych ludzi, którzy próbowali zmierzyć się z tym wyzwaniem, był szwajcarski lekarz, przyrodnik i bibliograf Conrad Gessner (1516–1565). Marzył on o stworzeniu katalogu wszystkich znanych książek. Efektem jego pracy była Bibliotheca Universalis (1545), naprawdę monumentalne dzieło zawierające tysiące opisów publikacji napisanych po łacinie, grecku i hebrajsku. Nie była to jednak wyłącznie bibliografia, to była próba poradzenia sobie z problemem nadmiaru wiedzy. Gessner pisał o „zamieszaniu” i „obfitości książek”, które utrudniają uczonym orientację w tym, co naprawdę warto przeczytać. Już wtedy pojawiła się obawa, że liczba publikacji rośnie szybciej niż możliwości pojedynczego człowieka (Blair, 2010). Innymi słowy, już prawie 500 lat temu naukowcy martwili się, że nie nadążają za nowymi treściami. A Gessner nie był wyjątkiem. Podobne obawy wyrażali również inni uczeni. Erazm z Rotterdamu zauważał, że świat zalewają kolejne publikacje, a już wcześniej Wincenty z Beauvais pisał o problemie „mnogości książek, krótkości czasu i zawodności pamięci”. W kolejnych stuleciach zaczęły powstawać indeksy, katalogi i encyklopedie, nie dlatego, że ludzie chcieli wiedzieć więcej, ale dlatego, że wiedzy już wtedy było zbyt dużo (Blair, 2003).

Dlaczego nasz mózg nie lubi nadmiaru informacji?

Choć ilość dostępnej wiedzy wzrosła wielokrotnie, ludzki mózg nie ewoluował równie szybko. Badania pokazują, że uwaga jest zasobem ograniczonym. Kiedy próbujemy przetwarzać zbyt wiele informacji jednocześnie, pojawia się przeciążenie poznawcze (cognitive overload). W skrócie jak mamy za dużo na głowie i w głowie, to mózg nie działa dobrze. Może to prowadzić do trudności z koncentracją, częstszego popełniania błędów, zmęczenia psychicznego, obniżenia jakości podejmowanych decyzji oraz wzrostu poziomu stresu (Eppler & Mengis, 2004).

Swoją cegiełkę dołożył między innymi psycholog poznawczy John Sweller, twórca teorii obciążenia poznawczego, który wykazał, że pamięć robocza człowieka ma ograniczoną pojemność. Gdy dostarczamy jej więcej danych, niż jest w stanie efektywnie przetworzyć, wydajność zaczyna spadać (Sweller, 1988). Innymi słowy, więcej informacji nie zawsze oznacza więcej wiedzy.

Współczesny pracownik wiedzy rzadko cierpi na niedobór danych. Znacznie częściej zmaga się z nadmiarem wiadomości e-mail, ciągłymi powiadomieniami, licznymi spotkaniami online i stacjonarnie, koniecznością szybkiego reagowania i nieustannym przełączaniem uwagi między zadaniami. Badania pokazują, że każde takie przełączenie wiąże się z kosztem poznawczym. Mózg potrzebuje czasu, aby ponownie skupić się na wykonywanym zadaniu, co określa się jako attention residue (Leroy, 2009). Im częściej jest przerywany, tym większe staje się zmęczenie i tym trudniej utrzymać koncentrację (Rubinstein, Meyer & Evans, 2001).

Dlatego wiele osób kończy dzień pracy z poczuciem wyczerpania, mimo że nie wykonywało wyjątkowo trudnych zadań. Zmęczyła je sama liczba bodźców i konieczność ciągłego podejmowania mikrodecyzji.

Dlaczego „więcej wiedzy” nie zawsze oznacza „lepsze decyzje”?

Intuicyjnie mogłoby się wydawać, że im więcej informacji zgromadzimy, tym lepiej. Badania pokazują jednak, że po przekroczeniu pewnego poziomu dodatkowe informacje przestają pomagać, a zaczynają utrudniać podejmowanie decyzji. Pojawia się zjawisko określane jako paraliż decyzyjny (Iyengar & Lepper, 2000; Schwartz, 2004). Zamiast działać, analizujemy kolejne źródła, porównujemy opinie, szukamy jeszcze jednego artykułu, jeszcze jednej rekomendacji i jeszcze jednego argumentu. W efekcie rośnie nie pewność, lecz zmęczenie. W świecie nadmiaru informacji jednym z najcenniejszych zasobów staje się więc nie dostęp do wiedzy, ale zdolność do jej selekcji.

Jak bronić się przed przeciążeniem informacyjnym?

Nie da się zatrzymać napływu informacji. Można jednak świadomie decydować, które z nich dopuszczamy do swojej uwagi.

Pierwszym krokiem nie jest konsumowanie większej ilości wiedzy, lecz określenie, jaka wiedza jest nam rzeczywiście potrzebna. W świecie niemal nieograniczonego dostępu do informacji coraz większą wartość ma nie umiejętność znajdowania odpowiedzi, ale umiejętność zadawania właściwych pytań. Kiedy wiemy, czego szukamy, łatwiej odrzucić to, co jedynie konkuruje o naszą uwagę.

Pomocne bywa również traktowanie uwagi jak ograniczonego zasobu. Tak samo jak nie wydajemy bezrefleksyjnie wszystkich pieniędzy, warto ostrożnie gospodarować własną koncentracją. Każde powiadomienie, każda nieplanowana wiadomość i każde kolejne otwarte okno przeglądarki kosztują nas więcej energii, niż zwykle zakładamy.

Coraz więcej badań wskazuje też, że nie potrzebujemy stałego dostępu do informacji, aby podejmować dobre decyzje. Często większą korzyść przynosi stworzenie przestrzeni na refleksję niż zdobywanie kolejnych danych. Wiedza staje się użyteczna dopiero wtedy, gdy mamy czas ją przetworzyć, połączyć z wcześniejszym doświadczeniem i nadać jej znaczenie.

Warto również zaakceptować coś, co już pięćset lat temu zaczynali dostrzegać uczeni tacy jak Gessner: nie da się przeczytać wszystkiego. Nie da się być na bieżąco ze wszystkim i nie da się wiedzieć wszystkiego. Paradoksalnie poczucie ulgi często pojawia się wtedy, gdy przestajemy próbować.

Nieprzypadkowo już uczeni renesansu tworzyli katalogi, indeksy i systemy notatek. Wiedzieli, że nie są w stanie przeczytać wszystkiego. Potrzebowali sposobu na odnajdywanie tego, co najważniejsze.

#Agata

Bibliografia

Blair, A. M. (2003). Reading strategies for coping with information overload ca. 1550–1700. Journal of the History of Ideas, 64(1), 11–28.

Blair, A. M. (2010). Too Much to Know: Managing Scholarly Information before the Modern Age. Yale University Press.

Eppler, M. J., & Mengis, J. (2004). The concept of information overload. The Information Society, 20(5), 325–344.

Gessner, C. (1545). Bibliotheca Universalis.

Iyengar, S. S., & Lepper, M. R. (2000). When choice is demotivating. Journal of Personality and Social Psychology, 79(6), 995–1006.

Leroy, S. (2009). Why is it so hard to do my work? Organizational Behavior and Human Decision Processes, 109(2), 168–181.

Rubinstein, J. S., Meyer, D. E., & Evans, J. E. (2001). Executive control of cognitive processes in task switching. Journal of Experimental Psychology: Human Perception and Performance, 27(4), 763–797.

Schwartz, B. (2004). The Paradox of Choice. Ecco Press.

Sweller, J. (1988). Cognitive load during problem solving. Cognitive Science, 12(2), 257–285.