Dziś na blogu temat nieco trudniejszy, ale niezwykle ważny. W psychologii społecznej znajdziemy wiele eksperymentów, które skłaniają do refleksji, ale też budzą emocje. Jednym z nich jest kontrowersyjne badanie, w którym psy były rażone prądem. Choć samo doświadczenie budzi dziś uzasadnione oburzenie, to właśnie ono dało początek koncepcji, która pomogła zrozumieć jeden z mechanizmów stojących za depresją i brakiem działania – wyuczoną bezradność.
Czym jest wyuczona bezradność?
Najprościej mówiąc, to stan, w którym jednostka (człowiek albo zwierzę) przestaje podejmować próby zmiany sytuacji, bo wcześniej nauczyła się, że jej działania nie mają żadnego wpływu na to, co się dzieje. Nawet jeśli później pojawia się realna możliwość poprawy, osoba pogrążona w bezradności już jej nie dostrzega.
Twórcą tej koncepcji był Martin Seligman, psycholog, który później zasłynął jako ojciec psychologii pozytywnej. Ale zanim zajął się optymizmem, prowadził serię badań nad zachowaniem zwierząt w sytuacjach całkowitego braku kontroli.
Eksperyment Seligmana – co zobaczylibyśmy w laboratorium?
Wyobraź sobie, że jesteś w laboratorium psychologicznym w latach 60. XX wieku. Martin Seligman i Steven Maier właśnie prowadzą badanie, które na zawsze zmieni sposób myślenia o depresji i motywacji.
W jednym z pomieszczeń znajdują się specjalne boksy badawcze. W środku są psy. Każdy z nich umieszczony jest w uprzęży, która ogranicza możliwość ruchu. Eksperyment podzielono na dwa etapy.
Etap pierwszy – brak kontroli
W pierwszej fazie część psów zostaje poddana rażeniu lekkim prądem. Bodziec nie zagraża ich życiu, ale jest wyraźnie nieprzyjemny. Co ważne, nie mają możliwości ucieczki ani zatrzymania bodźca. Cokolwiek zrobią, prąd i tak się pojawia.
W tym samym czasie inna grupa psów również doświadcza impulsów prądu, ale te mogą zatrzymać jego działanie, np. poprzez naciśnięcie panelu nosem.
Jest też trzecia grupa kontrolna, która nie jest poddawana żadnym bodźcom.
Po kilku takich sesjach:
- Psy, które miały wpływ na sytuację, uczą się, że ich działanie ma sens.
- Psy, które nie miały kontroli, przestają cokolwiek robić. Są bierne.
- Psy z grupy kontrolnej zachowują się naturalnie i nie wykazują objawów stresu.
Etap drugi – klatka wahadłowa
W kolejnym etapie wszystkie psy trafiają do tzw. klatki wahadłowej. To skrzynia podzielona na dwie części niską przegrodą. Podłoga z jednej strony zostaje poddana rażeniu prądem. Wystarczy przeskoczyć na drugą stronę, by uciec od nieprzyjemnego bodźca.
Co się dzieje?
- Psy, które wcześniej miały kontrolę (lub nie były w ogóle rażone), szybko uczą się, że mogą uciec. Przeskakują przegrodę i są bezpieczne.
- Psy, które wcześniej nauczyły się bezradności, nawet nie próbują. Leżą biernie na podłodze, znosząc ból, mimo że wyjście jest na wyciągnięcie łapy.
Co pokazał ten eksperyment?
To był przełomowy moment. Seligman zrozumiał, że jeśli ktoś doświadcza sytuacji, w której nie ma wpływu, może się nauczyć, że działanie nie ma sensu. A nawet gdy warunki się zmieniają i pojawia się możliwość zmiany — taka osoba (czy zwierzę) już jej nie szuka.
To właśnie ten stan nazwano wyuczoną bezradnością (learned helplessness).
Z czasem Seligman i inni badacze pokazali, że ten sam mechanizm działa również u ludzi, szczególnie w kontekście depresji, braku sprawczości i utraty motywacji.
Wyuczona bezradność i depresja – co je łączy?
Badacze opisują trzy główne deficyty, które rozwijają się w stanie wyuczonej bezradności:
- Deficyt motywacyjny – spadek chęci do działania, wycofywanie się, brak energii.
- Deficyt emocjonalny – zły nastrój, poczucie smutku, frustracji, bezradności
- Deficyt poznawczy – trudność w rozwiązywaniu problemów, obniżona koncentracja, spadek wiary w siebie i poczucia własnej skuteczności.
Dalsze badania potwierdziły silny związek między wyuczoną bezradnością a depresją. W wielu przypadkach utrwalone poczucie braku wpływu na własne życie, przekonanie, że „nic nie da się zrobić”, staje się jednym z czynników rozwijania się zaburzeń depresyjnych. Choć wiele możemy zrobić samodzielnie, są momenty, w których wsparcie specjalisty jest niezbędne, by wrócić do równowagi psychicznej i odbudować poczucie wpływu na własne życie.
Jak wygląda wyuczona bezradność w codziennym życiu?
Choć eksperyment dotyczył psów, ten sam mechanizm widzimy u ludzi, każdego dnia, w wielu sytuacjach:
- Uczeń, który mimo wysiłku regularnie dostaje słabe oceny, w końcu przestaje się starać, bo „i tak nic mi nie wychodzi”.
- Osoba w toksycznym związku, która przez lata słyszała, że do niczego się nie nadaje, więc traci wiarę w siebie i nie podejmuje prób zmiany, bo wierzy, że to i tak nic nie da.
- Pracownik, który nie radzi sobie z nowymi wymaganiami, z czasem przestaje się starać. Na przykład sprzedawca, który wcześniej osiągał dobre wyniki, po załamaniu rynku traci motywację. Choć sytuacja na rynku się poprawia, on nawet tego nie zauważa, bo zatrzymał się na etapie wyuczonej bezradności.
W takich momentach zatrzymujemy się. Przestajemy szukać wyjścia. Choć coś się zmienia, my tego nie widzimy. Nastrój spada, motywacja maleje, a my coraz bardziej wycofujemy się z działania.
Jak przezwyciężyć wyuczoną bezradność?
Psychologowie wiedzą, że ze stanu wyuczonej bezradności można się wydostać. A sam Seligman jest tego najlepszym przykładem. Po badaniach nad bezradnością, skierował swoją uwagę w zupełnie inną stronę, na psychologię pozytywną. Napisał między innymi książkę „Optymizmu można się nauczyć”, w której pokazał, że sposób, w jaki interpretujemy rzeczywistość, ma kluczowe znaczenie dla naszego samopoczucia i skuteczności.
Oto kilka pomysłów nad czym przede wszystkim pracować:
- Styl wyjaśniania – optymiści i pesymiści różnią się tym, jak tłumaczą sobie porażki i sukcesy. Optymiści traktują niepowodzenia jako tymczasowe, zewnętrzne i możliwe do zmiany. Pesymiści, jako trwałe i wynikające z własnych braków.
- Uczenie się optymizmu – poprzez praktykę można zmieniać swój styl myślenia, np. ucząc się kwestionowania automatycznych, negatywnych myśli i szukania dowodów na ich nieprawdziwość.
- Poczucie sprawstwa – wracanie do działania ma ogromne znaczenie. Nawet drobne sukcesy, małe zmiany, które pokazują, że jednak coś ode mnie zależy, potrafią odbudować utraconą motywację.
Nawet jeśli w naszym życiu pojawi się wyuczona bezradność, to zawsze można z tym coś zrobić. To mechanizm, który powstaje w odpowiedzi na trudne doświadczenia, ale który można przełamać. Kluczowe jest zatrzymanie się i ocena, czy naprawdę nic nie da się zrobić, czy tylko tak nam się wydaje. Bo wyuczona bezradność dotyczy sytuacji, w których realnie można działać, tylko że my tego nie widzimy albo już nie wierzymy, że to coś zmieni.
Czasem tylko wystarczy zobaczyć, że można przeskoczyć tę przegrodę – i świat zaczyna wyglądać inaczej.