You are currently viewing Soczysty język i jego znaczenie w codzienności

Soczysty język i jego znaczenie w codzienności

Kończąc nasz językowy cykl (w poprzednim wpisie rozważaliśmy, jak codzienna mowa wpływa na postrzeganą rzeczywistość, a wcześniej przyglądaliśmy się różnicom językowym między pokoleniami), dziś sięgamy po temat jednocześnie bliski i kontrowersyjny, a mianowicie przekleństwa.

Skąd się wzięło „przekleństwo”?

Samo słowo „przekleństwo” ma długą i ciekawą historię. Dawniej oznaczało literalnie klątwę, życzenie komuś zła, złorzeczenie, a nawet magiczne zaklęcie. Można było „rzucić przekleństwo” na drugiego człowieka albo być oskarżonym o jego wypowiadanie. Z czasem termin ten oderwał się od kontekstu sakralno-magicznego i zaczął oznaczać to, co dziś rozumiemy jako wulgaryzmy, czyli słowa powszechnie uznawane za społecznie nieakceptowalne.

Współczesne przekleństwa zazwyczaj dotyczą trzech obszarów: ciała i fizjologii (szczególnie seksu, wydalania i chorób), sfery duchowej i religijnej (czyli bluźnierstw), a także moralności i relacji społecznych. Warto zauważyć, że mówimy dziś nie o „językowym upadku”, lecz o narzędziu, które użyte świadomie, może pełnić różne funkcje w codziennym porozumiewaniu się.

Czy Polacy rzeczywiście przeklinają częściej?

Badania CBOS z 2013 roku pokazują, że aż 21% Polaków deklarowało wówczas, że nigdy nie używa wulgaryzmów. To ważna informacja, bo pokazuje, że choć przeklinanie jest powszechne, nie dla wszystkich stanowi część językowego repertuaru. Jednocześnie w tym samym czasie zauważono, że liczba osób sięgających po niecenzuralne słowa w określonych sytuacjach wzrasta. W tym kontekście ciekawym zjawiskiem jest to, że choć generalnie poprawia się jakość języka w środowisku pracy, edukacji czy nawet w domu, coraz więcej osób przyznaje się do okazjonalnego używania przekleństw. Można przypuszczać, że nie przeklinamy na co dzień, ale zostawiamy sobie te słowa na szczególne okazje, kiedy chcemy coś mocno przeżyć, wyrazić albo odreagować.

Dlaczego przeklinamy? Emocje i funkcje psychologiczne

Pytanie o to, kiedy sięgamy po przekleństwa, jest w gruncie rzeczy pytaniem o ich psychologiczną funkcję. Najczęściej przeklinamy wtedy, gdy chcemy coś wyrazić, zwłaszcza w sposób dosadny, albo w sytuacjach wzburzenia czy zdenerwowania. Często zdarza się to podczas rozmów towarzyskich: w gronie znajomych, bliskich przyjaciół, czyli wtedy, gdy czujemy się swobodnie i pozwalamy sobie na odrobinę luzu, również językowego. Do takiego użycia przekleństw przyznaje się 25% z nas. Jedną z ważnych funkcji tych „soczystych” słów jest także budowanie poczucia wspólnoty, szczególnie wtedy, gdy trafnie i dosadnie oddają wspólne doświadczenia lub emocje. Polacy niemal powszechnie czują, że wulgaryzmy pozostają w sprzeczności z obowiązującymi normami społecznymi, dlatego też 16% przeklina tylko w sytuacjach, w których ma pewność, że nikt nie słyszy. To pokazuje, że za potrzebą sięgnięcia po mocniejsze słowo często stoi potrzeba wyrzucenia z siebie nagromadzonego napięcia po całym dniu lub trudniejszym okresie. W takim kontekście przekleństwa mogą realnie pełnić funkcję regulującą emocje i służyć psychicznemu rozładowaniu uwalniając stres i rozładowując napięcie.

Skąd bierze się siła przekleństw?

Przeklinanie nie jest tylko emocjonalnym impulsem. Badania pokazują, że przekleństwa wywołują silniejsze pobudzenie niż inne słowa, zarówno u osoby mówiącej, jak i słuchającej. Co więcej, mają wpływ fizjologiczny: pomagają znieść ból, zwiększają odporność psychiczną, a nawet,  jak wykazano w badaniach, poprawiają siłę mięśniową. Każdy, kto uderzył się w łokieć, albo próbował przesunąć coś ciężkiego i mruknął pod nosem coś „na k”, dobrze wie, że to działa.

W książkach Beaty Sabały-Zielińskiej, które szczerze polecamy, pojawia się anegdota o psach ratowniczych TOPR, które reagują nie tylko na wyuczone komendy, ale też na klasyczne staropolskie przekleństwa. W sytuacjach ekstremalnych jedno dosadne słowo wypowiedziane przez ratownika potrafiło wywołać równie szybką i skuteczną reakcję. To pokazuje, że moc przekleństwa wykracza daleko poza jego formę,  uruchamia skojarzenia, emocje i mobilizację.

Kto przeklina najczęściej?

Dane pokazują, że częściej przeklinają mężczyźni, osoby młodsze i ludzie o poglądach lewicowych lub centrowych. Młodzi dorośli, szczególnie ci do 34. roku życia  używają wulgaryzmów nie tylko w stresie, lecz także jako elementu ekspresji. Dla wielu to forma podkreślenia emocji, a czasem także wyraz luzu i autentyczności.

Język polski pod tym względem jest wyjątkowy. Przekleństwa są niezwykle plastyczne, można je odmieniać, zdrabniać, tworzyć złożenia i pochodne. Mamy też mnóstwo słów „na pograniczu” (takich jak „piernik”, „kurcze”, „cholera jasna”), które łagodzą formę, ale zachowują emocjonalny wydźwięk przekleństwa. Dodatkowo z jednego rdzenia można utworzyć dziesiątki słów: „przepierdzielić”, „spieprzyć”, „odpierniczyć”. To zjawisko nazywane jest derywacją ekspresywną i występuje w polszczyźnie w sposób wyjątkowo barwny.

Przeklinający = mniej inteligentni? Mit obalony

Powszechnym mitem jest przekonanie, że przeklinanie wynika z ubóstwa językowego. Tymczasem badania temu przeczą. W eksperymencie Timothy’ego Jaya i Kristy Jay z 2015 roku udowodniono, że osoby, które potrafią wymienić więcej przekleństw, mają także bogatszy zasób słownictwa ogólnego i osiągają lepsze wyniki w testach werbalnych. Co więcej, cechuje je wyższa otwartość poznawcza i szczerość. Przekleństwo w ustach osoby, która zazwyczaj mówi starannie i z namysłem, może wręcz działać jako wyraz autentyczności i emocjonalnego otwarcia. Taka „kontrolowana niecenzuralność” może skracać dystans i budować poczucie bliskości.

Co przemilczeliśmy? Ciemna strona przeklinania

W tym wpisie celowo nie podejmujemy tematu negatywnych skutków przeklinania (przemocy słownej, raniących komentarzy, wulgaryzmów używanych jako narzędzi dominacji lub wykluczenia). To ważna, ale zupełnie inna perspektywa, do której jeszcze wrócimy. Dziś patrzymy na przekleństwa jako na zjawisko językowe i psychologiczne, które czasem pozwala poczuć ulgę, wyrazić siebie i być bliżej innych. Przeklinanie to uniwersalne zjawisko obecne w każdej kulturze. Nie jest jednoznacznie złe, na pewno jest fascynujące.