Nie wiemy jak Wy, ale my dziś mamy ochotę ponarzekać. Na wszystko, co się da. Są takie dni, kiedy frustracja wlewa się do środka, a język sam składa się w zdania pełne narzekania. Żeby jednak przekuć to doświadczenie w coś bardziej konstruktywnego, postanowiliśmy przyjrzeć się temu zjawisku psychologicznie. Co nauka mówi o narzekaniu? Czy może mieć ono jakiekolwiek dobre strony?
Według badań prof. Bogdana Wojciszke aż 95% Polaków uważa, że jesteśmy narodem „pustych szklanek”, czyli patrzymy na rzeczywistość raczej w kategoriach braków niż zasobów (nawiązując do znanego powiedzenia o szklance do połowy pełnej lub pustej). I rzeczywiście, ulubione tematy do narzekania to sprawy publiczne, własne finanse, perspektywy na przyszłość oraz sytuacja w kraju. Tu mieści się wszystko, od polityków i urzędników, przez korki za oknem i ceny w sklepach, aż po pogodę i wyniki polskiej reprezentacji w piłce nożnej. Trochę lepiej jest, jeśli chodzi o najbliższą rodzinę, na nią narzekamy nieco rzadziej.
Czy z narzekania może być jakiś pożytek?
I tu robi się ciekawie. Badania psycholożki Robin M. Kowalski (amerykańskiej badaczki o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku) pokazują, że narzekanie, jeśli używane mądrze, może pełnić ważne funkcje.
Po pierwsze, kiedy narzekamy wspólnie z innymi na podobne tematy, może to działać społecznie, tworzy się poczucie wspólnoty i zrozumienia. Taki rodzaj narzekania waliduje nasze emocje, daje poczucie, że nie jesteśmy w tym sami.
Po drugie, co zaskakujące, narzekanie może przynosić ulgę, pozwalając wyrzucić z siebie frustrację i napięcie. Czasem jest to też bodziec do działania, może nas zmobilizować do zmiany sytuacji lub sposobu myślenia.
Ale, i tu ważne zastrzeżenie, mówimy o narzekaniu świadomym, umiarkowanym i celowym. Takim, które coś wnosi, a nie jedynie zapętla frustrację.
Narzekanie czy zwierzanie?
Dlatego warto też rozróżnić dwa pojęcia, które często mylimy: narzekanie i zwierzanie się.
Narzekanie, szczególnie nawykowe, to powtarzanie pewnych treści bez głębszego wglądu. Zwykle nie towarzyszy mu emocjonalne przetworzenie doświadczeń, a jego skutkiem jest… jeszcze gorszy nastrój, pesymizm i poczucie niesprawiedliwości.
Zwierzanie się natomiast to coś więcej. To dzielenie się przeżyciem, próba zrozumienia siebie, nazwania emocji i znalezienia sensu w tym, co trudne. Taka rozmowa, nawet jeśli bolesna, finalnie poprawia samopoczucie.
Z badań Wojciszke, Baryły i Szymków (2009) wynika, że pół godziny narzekania z sąsiadką na ceny i szefa obniża nastrój zarówno osoby mówiącej, jak i tej, która tylko słucha. Tymczasem rozmowa z przyjaciółką o tym, co nas naprawdę porusza i boli, może przynieść realną ulgę, zrozumienie i wgląd zarówno w siebie jak i w pomysły na to co dalej.
A jeśli akurat nie mamy nikogo bliskiego pod ręką? Z pomocą przychodzi metoda tzw. ekspresyjnego pisania, którą badał psycholog James W. Pennebaker. Już kilkanaście minut pisania o trudnych emocjach i doświadczeniach, bez autocenzury i bez oceny, może znacząco obniżyć poziom stresu i poprawić nasze zdrowie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne.
Narzekać, czy nie narzekać, oto jest pytanie?
Narzekanie, jak sól, w małych ilościach może dodać smaku codzienności, pomóc wyostrzyć to, co w nas niedopowiedziane, co wymyka się nazwaniu. Może być sygnałem, że coś nam nie pasuje, że czegoś potrzebujemy, że coś się w nas domaga uwagi. Ale jak sól, narzekanie w nadmiarze psuje smak wszystkiego, przytłacza, męczy, utrwala w nas przekonanie, że nic się nie da zmienić.
Zamiast więc tłumić frustrację lub zalewać siebie (i innych) falą narzekań, warto się zatrzymać i zapytać: O co mi tak naprawdę chodzi? Czego mi brakuje? Co mnie boli?
Może to będzie znak, że trzeba o coś zadbać, o relację, o granice, o odpoczynek. A może impuls, by coś zmienić, zawalczyć o siebie, wyrazić potrzebę, przestać zgadzać się na coś, co nas drenuje.
Warto ubrać te emocje w słowa. Czasem wystarczy spokojna rozmowa z kimś, kto rozumie. A gdy nikogo nie ma obok, sięgnąć po kartkę, notatnik, aplikację do pisania i opisać co się dzieje, bez oceniania, bez udawania.
Narzekanie może być pierwszym sygnałem troski, o siebie, o świat, o innych. Ważne tylko, by nie zatrzymać się na narzekaniu.
Bo życie to nie pełna ani pusta szklanka. To codzienne decydowanie, co z nią zrobisz.